czwartek, 30 listopada 2017

Rozdział 3

 Obudziły go pierwsze promienie słońca wpadające przez odsłonięte okno. Nie musiał dziś wstawać wcześnie, bo był dzień wolny od zajęć, więc leżał w ciepłym łóżku rozglądając się po pokoju. Ściany jego sypialni pomalowane były na kolor zielony, a stojące pod przeciwległą ścianą biurko i szafa wykonane były z tego samego, jasnego rodzaju drewna, co ogromne łóżko na którym spał. Iście Ślizgoński pokój, pomyślał i mimowolnie się uśmiechnął podnosząc się z łóżka. Wczoraj z Hermioną siedzieli w salonie i rozmawiali na błahe tematy, aż nie poczuli się senni i nie rozeszli się do swoich sypialni, żegnając się z uśmiechem. Polubił ją. Szczerze ją polubił i zaczął uważać za swoją przyjaciółkę. Leniwie się przeciągnął i wstał z łóżka.
 - Co jest, do cholery?- syknął, zauważając zbyt małą, jak na jego wzrost, odległość jego głowy do ziemi. Spojrzał w dół i wytrzeszczył oczy ze zdziwienia.- Ja mam...
 Z przerażeniem podbiegł do wiszącego obok szafy lustra i zamarł. Patrzył teraz na małą, szczupłą i zgrabną kobietę o długich, lśniących blond włosach i szarych, dużych oczach otoczonych wachlarzem gęstych, ciemnych rzęs. Kobieta miała drobny nosek, pełne usta i wysokie, ostre kości policzkowe i miała na sobie jego koszulkę i bokserki, które ewidentnie z niej spadały.
 -To chyba jakiś żart.- warknął, zauważając, że kobieta z lustra także porusza ustami. Zamiast usłyszeć swój męski, niski głos usłyszał jedynie dźwięczny, wysoki głos kobiety z lustra, która stała teraz i patrzyła na niego z szeroko otwartymi oczami.
 -MALFOY!!!- usłyszał donośny, męski krzyk dobiegający z sypialni naprzeciwko, więc powoli skierował się w tamtą stronę i niepewnie uchylił drzwi, a to, co tam zobaczył sprawiło, że jego usta otworzyły się jeszcze szerzej.- CO TY NAM DAŁEŚ WCZORAJ DO PICIA?!- warknął stojący na środku sypialni jego współlokatorki mężczyzna.
 Był wysoki, miał około metr dziewięćdziesiąt wzrostu, dobrze zbudowany i bardzo przystojny. Szeroka szczęka, wysokie kości policzkowe i prosty, ładny nos, na który opadały teraz kosmyki brązowych loków chłopaka. Jego czekoladowe oczy przyglądały się Draconowi z furią i przerażeniem.
 - Granger?- pisnął Malfoy, nie mogąc uwierzyć w to, co widzi.- Ty jesteś facetem?!
 - A ty babą!- odwarknęła Hermiona i wróciła do przeglądania się w lustrze. Krótkie, damskie spodenki w misie i szara koszulka opinały się niebezpiecznie na jej, albo raczej jego, ciele.- Co było w tym cholernym winie?!
 Gryfonka odwróciła się w stronę Malfoy'a i westchnęła patrząc na jego ubiór, po czym podeszła do szafy i rzuciła w stronę Ślizgona kilka ubrań.
 -Oczekuję od ciebie tego samego.- syknęła, patrząc jak stojąca u progu blondynka stoi nieruchomo w przejściu przyglądając się przedmiotom trzymanym przez nią w rękach.- Rusz się Malfoy, bo tak raczej nigdzie nie wyjdę.
 Spojrzał na Hermionę tępym wzrokiem i skierował się do swojego pokoju. Chwilę później wrócił, ubrany w czarne jeansy i błękitną koszulę Gryfonki i dał jej kilka ubrań, po czym przeszedł do salonu, aby dać jej się przebrać. Po pięciu minutach dziewczyna wyszła ubrana w jego szare, dopasowane spodnie i zieloną bluzę z kapturem.
 -Idziemy, Malfoy- syknęła, patrząc na siedzącą na kanapie dziewczynę i przeczesała nerwowo swoje krótkie, kręcone włosy.
 Ślizgon wstał i bez słowa podążył za nią korytarzem. Nie odzywał się ani słowem przez całą drogę do gabinetu dyrektorki, co doprowadzało ją do jeszcze większego szału. Szła jednak, nie przerywając milczenia i obdarzała morderczym spojrzeniem mijanych na korytarzu uczniów, który z zaciekawieniem ich obserwowali. Istniały małe szanse na to, że ktokolwiek by ich teraz rozpoznał, ale wzbudzali jednak niemałe zainteresowanie. Oboje byli w końcu niesamowicie piękni. Hermiona wyglądała teraz jak młody książę, rodem z bajek dla małych dziewczynek, a Draco przypominał anioła ze swoimi długimi, platynowymi włosami i dumnie uniesioną brodą. W końcu dotarli do gabinetu dyrektorki i po wypowiedzeniu hasła wdarli do środka, nie przejmując się nawet tym, że powinni zapukać.
 -Pani dyrektor!- ryknęła w przejściu Hermiona, podchodząc do biurka zszokowanej McGonagall, która obserwowała ich, próbując rozpoznać ich twarze.- Niech pani nam pomoże...- zaczęła i w kilku zdaniach streściła wydarzenia poprzedniego wieczoru, pomijając ich szczere rozmowy i skupiając się na wypitej przez nich substancji.
 -Czy ma pan... pani przy sobie tą butelkę, panno Granger?- zapytała Minerva, która powoli analizowała otrzymane informacje.
 -Oczywiście.- Gryfonka wyciągnęła do niej dłoń, w której trzymała pustą butelkę po alkoholu. Draco nie zauważył nawet, że ją ze sobą niosła do gabinetu. Zbyt pochłonęły go myśli o tym, jak teraz będzie korzystał z łazienki, czy choćby chodził się myć. Nowe ciało sprawiało, że czuł się co najmniej niekomfortowo.
 -Skąd pan wziął tą butelkę, panie Malfoy?- dyrektor zwróciła swoją głowę w stronę milczącej blondynki i nie mogła powstrzymać lekkiego uśmiechu. Widziała zdezorientowanie malujące się na jego dziewczęcej twarzy, wyglądał tak niewinnie bez swojego cynicznego uśmieszku i z łagodnymi rysami twarzy, że nie mogła się nie uśmiechnąć.
 -Stała w barku. Podejrzewam, że poprzedni prefekci naczelni je zostawili.- odpowiedział pewnie, patrząc kobiecie w oczy.
 -Rozumiem. Zaniosę to do Horacego, to najpewniej niegroźny i mający krótkotrwały efekt eliksir, na który zaraz znajdziemy antidotum. Zaczekajcie tu chwilkę.- poleciła im, po czym opuściła gabinet, stukając obcasami o kafelki.
 -Przepraszam.- wyszeptał Draco, opadając na jeden z foteli i chowając twarz w dłoniach. Rano jeszcze cieszył się, że może normalnie rozmawiać z Hermioną, ale teraz był pewny, że dziewczyna uzna to za atak na jej osobę i całkowicie się od niego odsunie.
 -Przestań. Przecież to nie jest twoja wina.- żachnęła się, siadając naprzeciw chłopaka i chwytając jego drobne teraz dłonie spojrzała mu w oczy. Jego wygląd mógł się zmienić, ale oczy pozostały te same.- Nie przejmuj się tym, zaraz będziemy sobą.- powiedziała i uśmiechnęła się ciepło.
 Ślizgon spojrzał na nią i odwzajemnił uśmiech, po czym oboje przenieśli wzrok na drzwi gabinetu, które otworzyły się z cichym trzaskiem, ukazując im uśmiechniętą McGonagall. Kobieta podeszła do biurka i zajęła swoje miejsce, siadając naprzeciwko uczniów.
 -Profesor Slughorn poinformował mnie, że działanie eliksiru mija po dwudziestu czterech godzinach, więc jeszcze tej nocy wszystko wróci do normy. Najwidoczniej padliście ofiarą żartu uczniów, którzy w poprzednich latach pełnili waszą funkcję w Hogwarcie.- powiedziała kobieta splatając dłonie na gładkiej powierzchni drewnianego blatu. Radziłabym wam także, dla bezpieczeństwa, pozbyć się pozostałych butelek z pozostawionych w salonie zasobów. Merlin jeden raczy wiedzieć, jakie eliksiry mogą się w nich znajdować.
 -Dziękujemy, pani dyrektor.- Hermiona wstała z krzesła, uśmiechając się do kobiety i chwytając Dracona za ramię, opuściła pomieszczenie i skierowała się z chłopakiem do swojego dormitorium.
 -Hej, laseczko!
 Oboje odwrócili się w stronę znajdującego się na korytarzu Gryfona, który mierzył wzrokiem Malfoya, oblizując się lubieżnie. Jego blond włosy opadały na gładkie czoło, zakrywając ciemne oczy, które rozbierały Ślizgona wzrokiem.
 -Cormac...- warknął Draco zaciskając drobne dłonie w piąstki i unosząc zadziornie podbródek, mierzył chłopaka wzrokiem. Jakby tylko mógł to zdarłby mu ten uśmieszek z ust gołymi rękami, ale teraz nie był sobą. Był drobną, delikatną kobietką, a co za tym idzie, nie mógł korzystać z siły, którą dawało mu jego oryginalne ciało.- Jeszcze słowo, a będziesz wąchał kwiatki od spodu.
 -Nie tak ostro, ślicznotko.- Gryfon odbił się barkiem od ściany i powolnym krokiem podszedł do prefekta naczelnego.- W łóżku też taka jesteś?
 Tego już było za wiele. Malfoy zebrał całą swoją siłę i wymierzył chłopakowi precyzyjny cios w sam środek nosa. McLaggen zachwiał się nieznacznie i sycząc z bólu podniósł dłoń, aby zatamować gwałtowny krwotok.
 -Ty suko...- warknął i uniósł drugą dłoń. Draco zamknął oczy, czekając na cios, który jednak nie nadszedł, więc uchylił powieki podziwiając nietypowy widok.
 Hermiona ściskała nadgarstek Cormaca z taką siłą, że miał wrażenie, że słyszy dźwięk miażdżonej kości. Twarz Gryfona była cała zakrwawiona i wykrzywiona nienaturalnie z powodu przeszywającego bólu.
 -Ani... mi... się... waż...- wysyczała powoli Granger i puściła rękę chłopaka. Odwróciła się w stronę Malfoy'a i nie czekając na jego reakcję, chwyciła jego dłoń i opuściła szybkim krokiem miejsce, w którym obecnie z bólu zwijał się pewien blondyn.
 Hermiona Granger właśnie go obroniła. Mimo iż wiedział, że to nie był pierwszy taki gest z jej strony to nie mógł wyjść z szoku. Dziewczyna, której niszczył najpiękniejsze lata życia przez swoje zachowanie, nie wahała się ani chwili i po raz kolejny go ratowała, a on po raz kolejny poczuł dziwny ucisk w sercu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz