-I oczywiście macie do dyspozycji własne dormitorium na piątym piętrze.- skończyła swój monolog Minerwa i spojrzała na milczących uczniów z wyczekiwaniem. Żadne z nich jednak, wbrew jej przypuszczeniom, nie zaczęło krzyczeć w geście protestu.
-Jakie jest hasło do dormitorium?- przerwała w końcu ciszę Hermiona, wstając z zajmowanego przez nią fotela. Nie obchodziło ją zbytnio z kim będzie mieszkać, nawet jeśli tym kimś miał być Malfoy.
- Hasło to "Czekoladowe Żaby". Wasze rzeczy już na was czekają.- kobieta patrzyła nie rozumiejącym wzrokiem za znikającą parą.
Oboje się zmienili. Odkąd zginął Czarny Pań i jego ojca posadzili w Azkabanie, Draco zmienił się diametralnie. Nie poniżał nikogo, a nawet walczył o równouprawnienie mugoli i charłaków. Wojna i to, ile wyrządziła szkód, odcisnęły na nim swoje piętno. Hermiona także nie była już tą wesołą dziewczynką, którą zwykła znać. Jej oczy nie miały żadnego wyrazu, nie interesowała się otoczeniem, ani nie chciała z nikim rozmawiać. Minerwa wiedziała, że dziewczynie nie udało się odnaleźć rodziców, którzy mieszkali teraz na drugim końcu świata. Współczuła dziewczynie, gdyż doskonale wiedziała, ile ta drobna istota przeszła.
W krótkim czasie Draco i Hermiona odnaleźli drzwi do swojego dormitorium i po wypowiedzenia hasła weszli do środka. Salon został urządzony w ciepłych odcieniach brązu i beżu, z wielkim kominkiem naprzeciwko skórzanej kanapy i niskiego stolika, ustawionych na środku pokoju. Pod ścianą stała szafka z książkami i okazały baryk, w którym widniała wystawa win i whiskey. Draco od razu skierował się w stronę alkoholi i z szerokim uśmiechem wyciągnął butelkę wytrawnego, czerwonego wina.
-To co, Granger? Parapetówka?- zapytał machając dziewczynie butelką przed nosem.
- Czemu nie? - odpowiedziała krótko i usiadła na kanapie, rozpalając płomień w kominku jednym machnięciem różdżki.
Draco wstał i rozlał wino do dwóch kieliszków, z których jeden podał Hermionie. Dziewczyna przyjęła go z lekkim uśmiechem i od razu wzięła łyk bordowej cieczy, która rozprowadziła po jej ciele przyjemne ciepło. Blondyn usiadł obok niej, przyglądając się tępo w ogień. Nie odzywali się do siebie leniwie sącząc wino.
-Granger?- przerwał ciszę Draco nie odrywając wzroku od płomieni tańczących wesoło w kominku.
- Tak, Malfoy?- mruknęła biorąc łyk czerwonej cieczy.
- Czemu Wieprzlej i Potter nie przyjechali z tobą?- zapytał jakby od niechcenia. Odkąd tylko zobaczył ją w przedziale miał ochotę się tego dowiedzieć. Odkąd pamiętał Święta Trójca była nierozłączna. Ciekawiło go jeszcze to, czemu Hermiona siedziała sama w przedziale zamiast siedzieć z innymi uczniami Domu Lwa. Chociażby z tą rudą Wesleayówną.
- Dostali pracę w Ministerstwie i nasze drogi się rozeszły.- odpowiedziała dziewczyna podciągając nogi pod brodę i oplatając je rękami.- Malfoy?
-Tak, Granger?- odparł z lekkim uśmiechem przenosząc wzrok na zamyśloną dziewczynę.
-Jak uniknąłeś Azkabanu?- zapytała, patrząc w jego stalowoszare tęczówki. Jej czekoladowe oczy wyrażały szczerą ciekawość.
-Będąc szczerym.- odpowiedział wymijająco z bladym uśmiechem. Nie chciał jej mówić zbyt wiele. Jeszcze nie teraz. Jeszcze nie wyleczył się z pozostawionych przez wojnę ran.- Dziwnie się czuję z tym, że normalnie rozmawiamy i nie skaczemy sobie do gardeł.- przyznał z szerokim uśmiechem, rozsiadając się wygodniej na kanapie i przeczesując dłonią swoje platynowe włosy.- Nigdy nie sądziłem, że kiedyś to powiem, ale cieszę się, że jesteś, Granger. Ludzie, których kiedyś uważałem za przyjaciół wydają mi się... obcy.- dokończył, patrząc jej głęboko w oczy. Nigdy nie widziała tyle szczerości i bólu w jego oczach. Nie sądziła też, że może ją łączyć ze Ślizgonem tak wiele, ale jedno pytanie nadal nie dawało jej spokoju.
-Czemu mnie przeprosiłeś? Wtedy... Podczas bitwy...- spytała w końcu lekko drżącym głosem, a jej malinowe usta zacisnęły się w wąską linię.
-Bo uważałem, że tak trzeba.- odpowiedział nie odrywając wzroku od jej zaciętego spojrzenia.- Bo czułem, że wyrządziłem ci wiele złego w swoim nędznym życiu i chciałem, żebyś wiedziała, że jest mi przykro. Gdyby nie mój ojciec i to, co wpajał mi przez całe życie na temat czarodziei mugolskiego pochodzenia, kto wie? Może przyjaźnilibyśmy się już od początku naszej nauki w Hogwarcie. Od zawsze podziwiałem cię za twoją wiedzę i umiejętności, ale ojciec mówił, że mam cię nienawidzić, a ja, chcąc mu się przypodobać i zyskać jego miłość i uznanie, robiłem to, co kazał. Jednak po tym, jak zobaczyłem ciebie, leżącą na posadzce Malfoy Manor... Coś we mnie pękło. Dołączyłem do Zakonu, stałem się ich szpiegiem w szeregach Czarnego Pana. Do końca musiałem udawać jego wiernego sługę. Nawet, gdy Hagrid wnosił "martwe" ciało Harry'ego na dziedziniec i gdy Czarny Pan mnie przywołał to musiałem udawać, że jestem mu wierny. Całą bitwę jednak byłem przeciwko nim, całą bitwę walczyłem przeciw Śmierciożercom. Kiedy miałem już zginąć z rąk jednego z nich, pojawiłaś się ty i go obezwładniłaś. Czułem jednak, że w każdej chwili mogę zginąć, więc chciałem przeprosić cię za to, ile krzywdy ci wyrządziłem. Nie miałem nawet nadziei na to, że mi wybaczysz, jednak ty po raz kolejny mnie wtedy zaskoczyłaś.- słowa wypływały z ust Dracona pod wpływem jej czekoladowych oczu, które z każdą chwilą wypełniały się coraz bardziej czułością i zrozumieniem.- Przepraszam, nie powinienem tyle gadać.- zaśmiał się chłodno i odwrócił wzrok. Dziewczyna jednak złapała go za rękę, sprawiając tym samym, że spojrzał na nią ze zdziwieniem.
-Kiedy walczyłam na jednym z korytarzy zaatakował mnie jeden z popleczników Voldemorta.- zaczęła opowiadać, a w jej oczach dostrzegł cierpienie.- Zaskoczył mnie i nie zauważyłam kiedy rzucił we mnie Avadą. Wtedy znikąd pojawił się Fred i odbił zaklęcie. Chciał zaatakować Śmierciożercę, ale ten był szybszy i znowu rzucił to samo zaklęcie... Tyle, że tym razem trafił. On zginął, chcąc mnie chronić. To przeze mnie zginął brat mojego ówczesnego chłopaka, a ja nie mogłam nic zrobić. Patrzyłam tylko przerażona, jak ten morderca wyciąga różdżkę w moją stronę i czekałam na śmierć. Nie mogłam się nawet ruszyć. Wiesz jak to jest pogodzić się z własną śmiercią i czekać na nią, nic nie robiąc?- zapytała ze łzami w oczach. On jednak nie był w stanie jej odpowiedzieć, choć doskonale wiedział jak to jest. Nie raz po torturach Czarnego Pana, który z nudów lubił zadawać ból, czekał z utęsknieniem na strumień zielonego światła. Dziewczyna jednak nie czekała na odpowiedź, bo zaraz zaczęła kontynuować swoją wypowiedź.- Wtedy właśnie pojawiłeś się ty, a ja myślałam, że to już na pewno koniec i nie ma dla mnie żadnego ratunku, ale ty na mnie nawet nie spojrzałeś tylko zacząłeś pojedynek ze Śmierciożercą. Dopiero gdy wytrącił ci z ręki różdżkę i chciał cię zabić, byłam w stanie ruszyć się z miejsca i go obezwładnić.- cisza, która zapadła w tym momencie w pokoju była prawie namacalna. Oboje patrzyli sobie w oczy łącząc obie historie w całość.- Uratowaliśmy siebie nawzajem, Draco.- powiedziała cicho Hermiona, chyba po raz pierwszy wypowiadając jego imię i przeniosła smutny wzrok na ich splecione dłonie.
Chłopak podążył za jej wzrokiem i w momencie, w którym myślała, że z obrzydzeniem wyrwie dłoń z jej uścisku, zacisnął mocniej swoje palce na jej szczupłej dłoni, uśmiechając się przy tym pokrzepiająco. Oboje byli w tej samej, beznadziejnej sytuacji. Na obojgu wojna odbiła swoje piętno, nie pozwalając im żyć normalnie. Oboje potrzebowali teraz siebie nawzajem, swojego towarzystwa, inaczej pochłonęłoby ich szaleństwo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz