czwartek, 23 listopada 2017

Rozdział 1

 Hermiona Granger siedziała w wolnym przedziale Hogwart Expressu i wpatrywała się w widok za oknem. Była jedną z wielu osób, które wojna bezpowrotnie odmieniła nie tylko wewnętrznie, ale i też zewnętrznie. Kiedyś uśmiechnięta dziewczyna z burzą loków na głowie i nosem w książkach gdzieś zniknęła, a zastąpiła ją kobieta o długich, kasztanowych włosach, które już nie sterczały na wszystkie strony, ale układały się na jej plecach pięknymi spiralami. Dziewczęca figura ustąpiła miejsca kobiecym kształtom, a kiedyś czekoladowe, pełne radości i zaciętości oczy wydawały się teraz puste.
 Powolnym ruchem położyła nogi na siedzeniach w przedziale, który sama zajmowała. Harry i Ron zajęli się pracą w Ministerstwie i nie chcieli nawet słyszeć o powrocie do szkoły. Hermiona jako jedyna z ich trójki postanowiła ukończyć edukację. Była też jeszcze Ginny, z którą Hermiona od śmierci Freda nie potrafiła normalnie rozmawiać. Nie była to wina panny Weasley, która pogodziła się ze stratą i starała się żyć normalnie, ale chodziło właśnie o Hermionę, która była naocznym świadkiem śmierci jednego z bliźniaków, którego tak bardzo przypominała jej Ginny. 
 Panna Granger nie potrafiła, tak jak jej przyjaciele, nie myśleć o wojnie. Zbyt wiele zła widziała i doświadczyła, zbyt wiele wycierpiała. Odruchowo chwyciła dłonią lewe przedramię, na którym widniała nadal wyraźna blizna. "Ona nigdy nie zniknie, pomyślała, zawsze będzie mi przypominać o tym bólu."  
 Drzwi do przedziału otworzyły się z hukiem wyrywając ją z zamyślenia. Spojrzała na zdyszanego przybysza zmęczonym wzrokiem i zacisnęła szczękę. Schowany za zamkniętymi już drzwiami stał nie kto inny jak Draco Malfoy. On także wydoroślał. Urósł, nabrał mięśni, a jego włosy były teraz trochę dłuższe u góry, związane w kucyk z tyłu głowy i wygolone po bokach. Przyjrzała mu się z zaciekawieniem. Wyprzystojniał, to musiała przyznać. Jego chłopięce rysy twarzy gdzieś zniknęły i były teraz ostrzejsze. Oczy jednak pozostały takie same - stalowoszare niczym zbroja. Gdy miała już odwrócić wzrok i po prostu go zignorować, Draco nagle spojrzał jej w oczy i uśmiechnął się bezczelnie.
 -Nie widziałaś mnie tu.- mruknął i rzucił na siebie zaklęcie kameleona. 
 "Zwariował", pomyślała Hermiona i pokręciła głową z dezaprobatą i już miała znowu pogrążyć się we własnych myślach, gdy do jej przedziału wparował kolejny "gość". 
 -Czy widziałaś... - Pansy Parkinson urwała wpół zdania, a w jej lekko skośnych oczach pojawiły się iskierki. Twarz mopsa wykrzywił pogardliwy uśmiech.- Szlama Granger. - warknęła patrząc na siedząca dziewczynę z wyższością.
 -Dziwka Parkinson. - odpowiedziała chłodno Hermiona wpatrując się w okno, nie zaszczycając przybyszki nawet spojrzeniem. 
 Draco, który przyglądał się całej sytuacji, próbował nie ryknąć śmiechem, aby Parkinson nie dowiedziała się o miejscu jego pobytu. 
 Pansy stała oniemiała i z otwartymi szeroko oczami i ustami wpatrywała się w pannę Granger. Myślałam że gryfonka oburzy się, zacznie krzyczeć i robić afery, a ona tak po prostu jej odszczeknęła. Była w zbyt wielkim szoku, żeby cokolwiek powiedzieć, więc odwróciła się na pięcie i opuściła przedział, aby wrócić do poszukiwań Malfoy'a.
 Blondyn zdjął z siebie zaklęcie, gdy uznał że czarnowłosa jest wystarczająco daleko i ryknął śmiechem.
 -To było dobre, Granger.- powiedział, gdy w końcu się uspokoił i spojrzał na dziewczynę. Ona jednak nadal siedziała z nogami na siedzeniach i wzrokiem wlepionym w okno. Mógł jej się w końcu przyjrzeć.
 Jej kobiece kształty były wyeksponowane przez dopasowane, ale nie wyzywające ubrania. Twarz miała ładnie opaloną i pozbawioną makijażu, nie licząc tuszu, który podkręcił i pogrubił jej rzęsy. Stała się piękna kobietą, to musiał przyznać.
 - Będziesz tak stał i się na mnie gapił, czy może jednak usiądziesz?- zapytała Hermiona, która swój pusty wzrok przeniosła teraz na niego i zauważyła, że z głupim uśmiechem przygląda się jej długim, smukłym nogom, odsłoniętym przez sięgająca do połowy uda, czarną spódniczkę. Draco otrząsnął się jednak z transu i patrząc jej w oczy zajął miejsce naprzeciwko niej.- Odnoszę wrażenie, że niezbyt chcesz wracać do swojego przedziału.- mruknęła, wskazując ruchem głowy na drzwi, za którymi przed chwilą zniknęła Pansy. 
 - No cóż, powiedzmy, że nie bardzo się spieszę.- powiedział z uśmiechem. Gdyby nie to, że w trakcie wojny uratował jej życie i pod wpływem chwili przeprosił za swoje wieloletnie zachowanie, nie byłby w stanie z nią zamienić chociaż dwóch słów bez narażenia się na ponowne naruszenie swojego nosa.-  Coś jej ostatnio odbiło i teraz nie odstępuje mnie na krok. Cały czas powtarza, że mnie kocha i wmawia mi, że ja czuję to samo. 
 Hermiona uśmiechnęła się lekko, ale w tym uśmiechu nie było choćby cienia wesołości. 
- Coś o tym wiem.- powiedziała tylko i otworzyła okno, po czym wyjęła z kieszeni paczkę papierosów.- Palisz?- zapytała, wyciągając do chłopaka paczkę. 
- Zdarza się.- odpowiedział i sięgnął po papierosa. 
 Palili w ciszy nie patrząc nawet na siebie nawzajem. Po wyrzuceniu niedopałków za okno, Draco jednym zwinnym ruchem je zamknął i, idąc w ślady Hermiony, popadł w zadumę. Trwali tak dopóki pociąg się nie zatrzymał i Malfoy nie odszedł do swojego przedziału, żeby wziąć swoje rzeczy. 

~*~

Wielka Sala, tak jak i prawie cały Hogwart zostały niezmienione. Po bitwie wszyscy dołożyli wszelkich starań, aby doprowadzić budynek do dawnej świetności. Hermiona jednak nie mogła pozbyć się wspomnień i widoku ciał, które jeszcze kilka miesięcy temu leżały właśnie w tym pomieszczeniu. 

 Ceremonia Przydziału właśnie dobiegła końca, a dyrektor McGonagall zajęła miejsce przy mównicy przypominając, jak co roku, o zasadach panujących w szkole. 
 - Chciałabym także przedstawić wam nowych prefektów naczelnych, którymi w tym roku zostaną Draco Malfoy że Slytherinu...- Minerwa przerwała na chwilę, bo przy stole Domu Węża rozległy się brawa i głośne krzyki radości- oraz Hermiona Granger z Gryffindoru.- przy drugim stole również wybuchło niemałe zamieszanie.- W związku z objęciem przez was tak ważnego stanowiska, prosiłbym o pojawienie się w moim gabinecie zaraz po kolacji. 
 Kobieta zeszła z podestu i szybkim krokiem skierowała się do wyjścia z Wielkiej Sali. "Wygląda na zmęczoną", pomyślała Hermiona, żyjąc tosta i rozglądając się po sali. Nagle jej wzrok spotkał się z oczami siedzącego na wprost niej Ślizgona, który uśmiechnął się do niej delikatnie i uniósł w górę brew, jakby chciał zapytać, czy jest gotowa. Granger skinęła tylko głową i podniosła się w tym samym momencie co Draco, z którym szła już ramię w ramię od drzwi prowadzących do Wielkiej Sali aż do gabinetu McGonagall.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz