Obudziły go pierwsze promienie słońca wpadające przez odsłonięte okno. Nie musiał dziś wstawać wcześnie, bo był dzień wolny od zajęć, więc leżał w ciepłym łóżku rozglądając się po pokoju. Ściany jego sypialni pomalowane były na kolor zielony, a stojące pod przeciwległą ścianą biurko i szafa wykonane były z tego samego, jasnego rodzaju drewna, co ogromne łóżko na którym spał. Iście Ślizgoński pokój, pomyślał i mimowolnie się uśmiechnął podnosząc się z łóżka. Wczoraj z Hermioną siedzieli w salonie i rozmawiali na błahe tematy, aż nie poczuli się senni i nie rozeszli się do swoich sypialni, żegnając się z uśmiechem. Polubił ją. Szczerze ją polubił i zaczął uważać za swoją przyjaciółkę. Leniwie się przeciągnął i wstał z łóżka.
- Co jest, do cholery?- syknął, zauważając zbyt małą, jak na jego wzrost, odległość jego głowy do ziemi. Spojrzał w dół i wytrzeszczył oczy ze zdziwienia.- Ja mam...
Z przerażeniem podbiegł do wiszącego obok szafy lustra i zamarł. Patrzył teraz na małą, szczupłą i zgrabną kobietę o długich, lśniących blond włosach i szarych, dużych oczach otoczonych wachlarzem gęstych, ciemnych rzęs. Kobieta miała drobny nosek, pełne usta i wysokie, ostre kości policzkowe i miała na sobie jego koszulkę i bokserki, które ewidentnie z niej spadały.
-To chyba jakiś żart.- warknął, zauważając, że kobieta z lustra także porusza ustami. Zamiast usłyszeć swój męski, niski głos usłyszał jedynie dźwięczny, wysoki głos kobiety z lustra, która stała teraz i patrzyła na niego z szeroko otwartymi oczami.
-MALFOY!!!- usłyszał donośny, męski krzyk dobiegający z sypialni naprzeciwko, więc powoli skierował się w tamtą stronę i niepewnie uchylił drzwi, a to, co tam zobaczył sprawiło, że jego usta otworzyły się jeszcze szerzej.- CO TY NAM DAŁEŚ WCZORAJ DO PICIA?!- warknął stojący na środku sypialni jego współlokatorki mężczyzna.
Był wysoki, miał około metr dziewięćdziesiąt wzrostu, dobrze zbudowany i bardzo przystojny. Szeroka szczęka, wysokie kości policzkowe i prosty, ładny nos, na który opadały teraz kosmyki brązowych loków chłopaka. Jego czekoladowe oczy przyglądały się Draconowi z furią i przerażeniem.
- Granger?- pisnął Malfoy, nie mogąc uwierzyć w to, co widzi.- Ty jesteś facetem?!
- A ty babą!- odwarknęła Hermiona i wróciła do przeglądania się w lustrze. Krótkie, damskie spodenki w misie i szara koszulka opinały się niebezpiecznie na jej, albo raczej jego, ciele.- Co było w tym cholernym winie?!
Gryfonka odwróciła się w stronę Malfoy'a i westchnęła patrząc na jego ubiór, po czym podeszła do szafy i rzuciła w stronę Ślizgona kilka ubrań.
-Oczekuję od ciebie tego samego.- syknęła, patrząc jak stojąca u progu blondynka stoi nieruchomo w przejściu przyglądając się przedmiotom trzymanym przez nią w rękach.- Rusz się Malfoy, bo tak raczej nigdzie nie wyjdę.
Spojrzał na Hermionę tępym wzrokiem i skierował się do swojego pokoju. Chwilę później wrócił, ubrany w czarne jeansy i błękitną koszulę Gryfonki i dał jej kilka ubrań, po czym przeszedł do salonu, aby dać jej się przebrać. Po pięciu minutach dziewczyna wyszła ubrana w jego szare, dopasowane spodnie i zieloną bluzę z kapturem.
-Idziemy, Malfoy- syknęła, patrząc na siedzącą na kanapie dziewczynę i przeczesała nerwowo swoje krótkie, kręcone włosy.
Ślizgon wstał i bez słowa podążył za nią korytarzem. Nie odzywał się ani słowem przez całą drogę do gabinetu dyrektorki, co doprowadzało ją do jeszcze większego szału. Szła jednak, nie przerywając milczenia i obdarzała morderczym spojrzeniem mijanych na korytarzu uczniów, który z zaciekawieniem ich obserwowali. Istniały małe szanse na to, że ktokolwiek by ich teraz rozpoznał, ale wzbudzali jednak niemałe zainteresowanie. Oboje byli w końcu niesamowicie piękni. Hermiona wyglądała teraz jak młody książę, rodem z bajek dla małych dziewczynek, a Draco przypominał anioła ze swoimi długimi, platynowymi włosami i dumnie uniesioną brodą. W końcu dotarli do gabinetu dyrektorki i po wypowiedzeniu hasła wdarli do środka, nie przejmując się nawet tym, że powinni zapukać.
-Pani dyrektor!- ryknęła w przejściu Hermiona, podchodząc do biurka zszokowanej McGonagall, która obserwowała ich, próbując rozpoznać ich twarze.- Niech pani nam pomoże...- zaczęła i w kilku zdaniach streściła wydarzenia poprzedniego wieczoru, pomijając ich szczere rozmowy i skupiając się na wypitej przez nich substancji.
-Czy ma pan... pani przy sobie tą butelkę, panno Granger?- zapytała Minerva, która powoli analizowała otrzymane informacje.
-Oczywiście.- Gryfonka wyciągnęła do niej dłoń, w której trzymała pustą butelkę po alkoholu. Draco nie zauważył nawet, że ją ze sobą niosła do gabinetu. Zbyt pochłonęły go myśli o tym, jak teraz będzie korzystał z łazienki, czy choćby chodził się myć. Nowe ciało sprawiało, że czuł się co najmniej niekomfortowo.
-Skąd pan wziął tą butelkę, panie Malfoy?- dyrektor zwróciła swoją głowę w stronę milczącej blondynki i nie mogła powstrzymać lekkiego uśmiechu. Widziała zdezorientowanie malujące się na jego dziewczęcej twarzy, wyglądał tak niewinnie bez swojego cynicznego uśmieszku i z łagodnymi rysami twarzy, że nie mogła się nie uśmiechnąć.
-Stała w barku. Podejrzewam, że poprzedni prefekci naczelni je zostawili.- odpowiedział pewnie, patrząc kobiecie w oczy.
-Rozumiem. Zaniosę to do Horacego, to najpewniej niegroźny i mający krótkotrwały efekt eliksir, na który zaraz znajdziemy antidotum. Zaczekajcie tu chwilkę.- poleciła im, po czym opuściła gabinet, stukając obcasami o kafelki.
-Przepraszam.- wyszeptał Draco, opadając na jeden z foteli i chowając twarz w dłoniach. Rano jeszcze cieszył się, że może normalnie rozmawiać z Hermioną, ale teraz był pewny, że dziewczyna uzna to za atak na jej osobę i całkowicie się od niego odsunie.
-Przestań. Przecież to nie jest twoja wina.- żachnęła się, siadając naprzeciw chłopaka i chwytając jego drobne teraz dłonie spojrzała mu w oczy. Jego wygląd mógł się zmienić, ale oczy pozostały te same.- Nie przejmuj się tym, zaraz będziemy sobą.- powiedziała i uśmiechnęła się ciepło.
Ślizgon spojrzał na nią i odwzajemnił uśmiech, po czym oboje przenieśli wzrok na drzwi gabinetu, które otworzyły się z cichym trzaskiem, ukazując im uśmiechniętą McGonagall. Kobieta podeszła do biurka i zajęła swoje miejsce, siadając naprzeciwko uczniów.
-Profesor Slughorn poinformował mnie, że działanie eliksiru mija po dwudziestu czterech godzinach, więc jeszcze tej nocy wszystko wróci do normy. Najwidoczniej padliście ofiarą żartu uczniów, którzy w poprzednich latach pełnili waszą funkcję w Hogwarcie.- powiedziała kobieta splatając dłonie na gładkiej powierzchni drewnianego blatu. Radziłabym wam także, dla bezpieczeństwa, pozbyć się pozostałych butelek z pozostawionych w salonie zasobów. Merlin jeden raczy wiedzieć, jakie eliksiry mogą się w nich znajdować.
-Dziękujemy, pani dyrektor.- Hermiona wstała z krzesła, uśmiechając się do kobiety i chwytając Dracona za ramię, opuściła pomieszczenie i skierowała się z chłopakiem do swojego dormitorium.
-Hej, laseczko!
Oboje odwrócili się w stronę znajdującego się na korytarzu Gryfona, który mierzył wzrokiem Malfoya, oblizując się lubieżnie. Jego blond włosy opadały na gładkie czoło, zakrywając ciemne oczy, które rozbierały Ślizgona wzrokiem.
-Cormac...- warknął Draco zaciskając drobne dłonie w piąstki i unosząc zadziornie podbródek, mierzył chłopaka wzrokiem. Jakby tylko mógł to zdarłby mu ten uśmieszek z ust gołymi rękami, ale teraz nie był sobą. Był drobną, delikatną kobietką, a co za tym idzie, nie mógł korzystać z siły, którą dawało mu jego oryginalne ciało.- Jeszcze słowo, a będziesz wąchał kwiatki od spodu.
-Nie tak ostro, ślicznotko.- Gryfon odbił się barkiem od ściany i powolnym krokiem podszedł do prefekta naczelnego.- W łóżku też taka jesteś?
Tego już było za wiele. Malfoy zebrał całą swoją siłę i wymierzył chłopakowi precyzyjny cios w sam środek nosa. McLaggen zachwiał się nieznacznie i sycząc z bólu podniósł dłoń, aby zatamować gwałtowny krwotok.
-Ty suko...- warknął i uniósł drugą dłoń. Draco zamknął oczy, czekając na cios, który jednak nie nadszedł, więc uchylił powieki podziwiając nietypowy widok.
Hermiona ściskała nadgarstek Cormaca z taką siłą, że miał wrażenie, że słyszy dźwięk miażdżonej kości. Twarz Gryfona była cała zakrwawiona i wykrzywiona nienaturalnie z powodu przeszywającego bólu.
-Ani... mi... się... waż...- wysyczała powoli Granger i puściła rękę chłopaka. Odwróciła się w stronę Malfoy'a i nie czekając na jego reakcję, chwyciła jego dłoń i opuściła szybkim krokiem miejsce, w którym obecnie z bólu zwijał się pewien blondyn.
Hermiona Granger właśnie go obroniła. Mimo iż wiedział, że to nie był pierwszy taki gest z jej strony to nie mógł wyjść z szoku. Dziewczyna, której niszczył najpiękniejsze lata życia przez swoje zachowanie, nie wahała się ani chwili i po raz kolejny go ratowała, a on po raz kolejny poczuł dziwny ucisk w sercu.
Czas zmienia ludzi
Opowiadanie Dramione.
czwartek, 30 listopada 2017
środa, 29 listopada 2017
Rozdział 2
-I oczywiście macie do dyspozycji własne dormitorium na piątym piętrze.- skończyła swój monolog Minerwa i spojrzała na milczących uczniów z wyczekiwaniem. Żadne z nich jednak, wbrew jej przypuszczeniom, nie zaczęło krzyczeć w geście protestu.
-Jakie jest hasło do dormitorium?- przerwała w końcu ciszę Hermiona, wstając z zajmowanego przez nią fotela. Nie obchodziło ją zbytnio z kim będzie mieszkać, nawet jeśli tym kimś miał być Malfoy.
- Hasło to "Czekoladowe Żaby". Wasze rzeczy już na was czekają.- kobieta patrzyła nie rozumiejącym wzrokiem za znikającą parą.
Oboje się zmienili. Odkąd zginął Czarny Pań i jego ojca posadzili w Azkabanie, Draco zmienił się diametralnie. Nie poniżał nikogo, a nawet walczył o równouprawnienie mugoli i charłaków. Wojna i to, ile wyrządziła szkód, odcisnęły na nim swoje piętno. Hermiona także nie była już tą wesołą dziewczynką, którą zwykła znać. Jej oczy nie miały żadnego wyrazu, nie interesowała się otoczeniem, ani nie chciała z nikim rozmawiać. Minerwa wiedziała, że dziewczynie nie udało się odnaleźć rodziców, którzy mieszkali teraz na drugim końcu świata. Współczuła dziewczynie, gdyż doskonale wiedziała, ile ta drobna istota przeszła.
W krótkim czasie Draco i Hermiona odnaleźli drzwi do swojego dormitorium i po wypowiedzenia hasła weszli do środka. Salon został urządzony w ciepłych odcieniach brązu i beżu, z wielkim kominkiem naprzeciwko skórzanej kanapy i niskiego stolika, ustawionych na środku pokoju. Pod ścianą stała szafka z książkami i okazały baryk, w którym widniała wystawa win i whiskey. Draco od razu skierował się w stronę alkoholi i z szerokim uśmiechem wyciągnął butelkę wytrawnego, czerwonego wina.
-To co, Granger? Parapetówka?- zapytał machając dziewczynie butelką przed nosem.
- Czemu nie? - odpowiedziała krótko i usiadła na kanapie, rozpalając płomień w kominku jednym machnięciem różdżki.
Draco wstał i rozlał wino do dwóch kieliszków, z których jeden podał Hermionie. Dziewczyna przyjęła go z lekkim uśmiechem i od razu wzięła łyk bordowej cieczy, która rozprowadziła po jej ciele przyjemne ciepło. Blondyn usiadł obok niej, przyglądając się tępo w ogień. Nie odzywali się do siebie leniwie sącząc wino.
-Granger?- przerwał ciszę Draco nie odrywając wzroku od płomieni tańczących wesoło w kominku.
- Tak, Malfoy?- mruknęła biorąc łyk czerwonej cieczy.
- Czemu Wieprzlej i Potter nie przyjechali z tobą?- zapytał jakby od niechcenia. Odkąd tylko zobaczył ją w przedziale miał ochotę się tego dowiedzieć. Odkąd pamiętał Święta Trójca była nierozłączna. Ciekawiło go jeszcze to, czemu Hermiona siedziała sama w przedziale zamiast siedzieć z innymi uczniami Domu Lwa. Chociażby z tą rudą Wesleayówną.
- Dostali pracę w Ministerstwie i nasze drogi się rozeszły.- odpowiedziała dziewczyna podciągając nogi pod brodę i oplatając je rękami.- Malfoy?
-Tak, Granger?- odparł z lekkim uśmiechem przenosząc wzrok na zamyśloną dziewczynę.
-Jak uniknąłeś Azkabanu?- zapytała, patrząc w jego stalowoszare tęczówki. Jej czekoladowe oczy wyrażały szczerą ciekawość.
-Będąc szczerym.- odpowiedział wymijająco z bladym uśmiechem. Nie chciał jej mówić zbyt wiele. Jeszcze nie teraz. Jeszcze nie wyleczył się z pozostawionych przez wojnę ran.- Dziwnie się czuję z tym, że normalnie rozmawiamy i nie skaczemy sobie do gardeł.- przyznał z szerokim uśmiechem, rozsiadając się wygodniej na kanapie i przeczesując dłonią swoje platynowe włosy.- Nigdy nie sądziłem, że kiedyś to powiem, ale cieszę się, że jesteś, Granger. Ludzie, których kiedyś uważałem za przyjaciół wydają mi się... obcy.- dokończył, patrząc jej głęboko w oczy. Nigdy nie widziała tyle szczerości i bólu w jego oczach. Nie sądziła też, że może ją łączyć ze Ślizgonem tak wiele, ale jedno pytanie nadal nie dawało jej spokoju.
-Czemu mnie przeprosiłeś? Wtedy... Podczas bitwy...- spytała w końcu lekko drżącym głosem, a jej malinowe usta zacisnęły się w wąską linię.
-Bo uważałem, że tak trzeba.- odpowiedział nie odrywając wzroku od jej zaciętego spojrzenia.- Bo czułem, że wyrządziłem ci wiele złego w swoim nędznym życiu i chciałem, żebyś wiedziała, że jest mi przykro. Gdyby nie mój ojciec i to, co wpajał mi przez całe życie na temat czarodziei mugolskiego pochodzenia, kto wie? Może przyjaźnilibyśmy się już od początku naszej nauki w Hogwarcie. Od zawsze podziwiałem cię za twoją wiedzę i umiejętności, ale ojciec mówił, że mam cię nienawidzić, a ja, chcąc mu się przypodobać i zyskać jego miłość i uznanie, robiłem to, co kazał. Jednak po tym, jak zobaczyłem ciebie, leżącą na posadzce Malfoy Manor... Coś we mnie pękło. Dołączyłem do Zakonu, stałem się ich szpiegiem w szeregach Czarnego Pana. Do końca musiałem udawać jego wiernego sługę. Nawet, gdy Hagrid wnosił "martwe" ciało Harry'ego na dziedziniec i gdy Czarny Pan mnie przywołał to musiałem udawać, że jestem mu wierny. Całą bitwę jednak byłem przeciwko nim, całą bitwę walczyłem przeciw Śmierciożercom. Kiedy miałem już zginąć z rąk jednego z nich, pojawiłaś się ty i go obezwładniłaś. Czułem jednak, że w każdej chwili mogę zginąć, więc chciałem przeprosić cię za to, ile krzywdy ci wyrządziłem. Nie miałem nawet nadziei na to, że mi wybaczysz, jednak ty po raz kolejny mnie wtedy zaskoczyłaś.- słowa wypływały z ust Dracona pod wpływem jej czekoladowych oczu, które z każdą chwilą wypełniały się coraz bardziej czułością i zrozumieniem.- Przepraszam, nie powinienem tyle gadać.- zaśmiał się chłodno i odwrócił wzrok. Dziewczyna jednak złapała go za rękę, sprawiając tym samym, że spojrzał na nią ze zdziwieniem.
-Kiedy walczyłam na jednym z korytarzy zaatakował mnie jeden z popleczników Voldemorta.- zaczęła opowiadać, a w jej oczach dostrzegł cierpienie.- Zaskoczył mnie i nie zauważyłam kiedy rzucił we mnie Avadą. Wtedy znikąd pojawił się Fred i odbił zaklęcie. Chciał zaatakować Śmierciożercę, ale ten był szybszy i znowu rzucił to samo zaklęcie... Tyle, że tym razem trafił. On zginął, chcąc mnie chronić. To przeze mnie zginął brat mojego ówczesnego chłopaka, a ja nie mogłam nic zrobić. Patrzyłam tylko przerażona, jak ten morderca wyciąga różdżkę w moją stronę i czekałam na śmierć. Nie mogłam się nawet ruszyć. Wiesz jak to jest pogodzić się z własną śmiercią i czekać na nią, nic nie robiąc?- zapytała ze łzami w oczach. On jednak nie był w stanie jej odpowiedzieć, choć doskonale wiedział jak to jest. Nie raz po torturach Czarnego Pana, który z nudów lubił zadawać ból, czekał z utęsknieniem na strumień zielonego światła. Dziewczyna jednak nie czekała na odpowiedź, bo zaraz zaczęła kontynuować swoją wypowiedź.- Wtedy właśnie pojawiłeś się ty, a ja myślałam, że to już na pewno koniec i nie ma dla mnie żadnego ratunku, ale ty na mnie nawet nie spojrzałeś tylko zacząłeś pojedynek ze Śmierciożercą. Dopiero gdy wytrącił ci z ręki różdżkę i chciał cię zabić, byłam w stanie ruszyć się z miejsca i go obezwładnić.- cisza, która zapadła w tym momencie w pokoju była prawie namacalna. Oboje patrzyli sobie w oczy łącząc obie historie w całość.- Uratowaliśmy siebie nawzajem, Draco.- powiedziała cicho Hermiona, chyba po raz pierwszy wypowiadając jego imię i przeniosła smutny wzrok na ich splecione dłonie.
Chłopak podążył za jej wzrokiem i w momencie, w którym myślała, że z obrzydzeniem wyrwie dłoń z jej uścisku, zacisnął mocniej swoje palce na jej szczupłej dłoni, uśmiechając się przy tym pokrzepiająco. Oboje byli w tej samej, beznadziejnej sytuacji. Na obojgu wojna odbiła swoje piętno, nie pozwalając im żyć normalnie. Oboje potrzebowali teraz siebie nawzajem, swojego towarzystwa, inaczej pochłonęłoby ich szaleństwo.
-Jakie jest hasło do dormitorium?- przerwała w końcu ciszę Hermiona, wstając z zajmowanego przez nią fotela. Nie obchodziło ją zbytnio z kim będzie mieszkać, nawet jeśli tym kimś miał być Malfoy.
- Hasło to "Czekoladowe Żaby". Wasze rzeczy już na was czekają.- kobieta patrzyła nie rozumiejącym wzrokiem za znikającą parą.
Oboje się zmienili. Odkąd zginął Czarny Pań i jego ojca posadzili w Azkabanie, Draco zmienił się diametralnie. Nie poniżał nikogo, a nawet walczył o równouprawnienie mugoli i charłaków. Wojna i to, ile wyrządziła szkód, odcisnęły na nim swoje piętno. Hermiona także nie była już tą wesołą dziewczynką, którą zwykła znać. Jej oczy nie miały żadnego wyrazu, nie interesowała się otoczeniem, ani nie chciała z nikim rozmawiać. Minerwa wiedziała, że dziewczynie nie udało się odnaleźć rodziców, którzy mieszkali teraz na drugim końcu świata. Współczuła dziewczynie, gdyż doskonale wiedziała, ile ta drobna istota przeszła.
W krótkim czasie Draco i Hermiona odnaleźli drzwi do swojego dormitorium i po wypowiedzenia hasła weszli do środka. Salon został urządzony w ciepłych odcieniach brązu i beżu, z wielkim kominkiem naprzeciwko skórzanej kanapy i niskiego stolika, ustawionych na środku pokoju. Pod ścianą stała szafka z książkami i okazały baryk, w którym widniała wystawa win i whiskey. Draco od razu skierował się w stronę alkoholi i z szerokim uśmiechem wyciągnął butelkę wytrawnego, czerwonego wina.
-To co, Granger? Parapetówka?- zapytał machając dziewczynie butelką przed nosem.
- Czemu nie? - odpowiedziała krótko i usiadła na kanapie, rozpalając płomień w kominku jednym machnięciem różdżki.
Draco wstał i rozlał wino do dwóch kieliszków, z których jeden podał Hermionie. Dziewczyna przyjęła go z lekkim uśmiechem i od razu wzięła łyk bordowej cieczy, która rozprowadziła po jej ciele przyjemne ciepło. Blondyn usiadł obok niej, przyglądając się tępo w ogień. Nie odzywali się do siebie leniwie sącząc wino.
-Granger?- przerwał ciszę Draco nie odrywając wzroku od płomieni tańczących wesoło w kominku.
- Tak, Malfoy?- mruknęła biorąc łyk czerwonej cieczy.
- Czemu Wieprzlej i Potter nie przyjechali z tobą?- zapytał jakby od niechcenia. Odkąd tylko zobaczył ją w przedziale miał ochotę się tego dowiedzieć. Odkąd pamiętał Święta Trójca była nierozłączna. Ciekawiło go jeszcze to, czemu Hermiona siedziała sama w przedziale zamiast siedzieć z innymi uczniami Domu Lwa. Chociażby z tą rudą Wesleayówną.
- Dostali pracę w Ministerstwie i nasze drogi się rozeszły.- odpowiedziała dziewczyna podciągając nogi pod brodę i oplatając je rękami.- Malfoy?
-Tak, Granger?- odparł z lekkim uśmiechem przenosząc wzrok na zamyśloną dziewczynę.
-Jak uniknąłeś Azkabanu?- zapytała, patrząc w jego stalowoszare tęczówki. Jej czekoladowe oczy wyrażały szczerą ciekawość.
-Będąc szczerym.- odpowiedział wymijająco z bladym uśmiechem. Nie chciał jej mówić zbyt wiele. Jeszcze nie teraz. Jeszcze nie wyleczył się z pozostawionych przez wojnę ran.- Dziwnie się czuję z tym, że normalnie rozmawiamy i nie skaczemy sobie do gardeł.- przyznał z szerokim uśmiechem, rozsiadając się wygodniej na kanapie i przeczesując dłonią swoje platynowe włosy.- Nigdy nie sądziłem, że kiedyś to powiem, ale cieszę się, że jesteś, Granger. Ludzie, których kiedyś uważałem za przyjaciół wydają mi się... obcy.- dokończył, patrząc jej głęboko w oczy. Nigdy nie widziała tyle szczerości i bólu w jego oczach. Nie sądziła też, że może ją łączyć ze Ślizgonem tak wiele, ale jedno pytanie nadal nie dawało jej spokoju.
-Czemu mnie przeprosiłeś? Wtedy... Podczas bitwy...- spytała w końcu lekko drżącym głosem, a jej malinowe usta zacisnęły się w wąską linię.
-Bo uważałem, że tak trzeba.- odpowiedział nie odrywając wzroku od jej zaciętego spojrzenia.- Bo czułem, że wyrządziłem ci wiele złego w swoim nędznym życiu i chciałem, żebyś wiedziała, że jest mi przykro. Gdyby nie mój ojciec i to, co wpajał mi przez całe życie na temat czarodziei mugolskiego pochodzenia, kto wie? Może przyjaźnilibyśmy się już od początku naszej nauki w Hogwarcie. Od zawsze podziwiałem cię za twoją wiedzę i umiejętności, ale ojciec mówił, że mam cię nienawidzić, a ja, chcąc mu się przypodobać i zyskać jego miłość i uznanie, robiłem to, co kazał. Jednak po tym, jak zobaczyłem ciebie, leżącą na posadzce Malfoy Manor... Coś we mnie pękło. Dołączyłem do Zakonu, stałem się ich szpiegiem w szeregach Czarnego Pana. Do końca musiałem udawać jego wiernego sługę. Nawet, gdy Hagrid wnosił "martwe" ciało Harry'ego na dziedziniec i gdy Czarny Pan mnie przywołał to musiałem udawać, że jestem mu wierny. Całą bitwę jednak byłem przeciwko nim, całą bitwę walczyłem przeciw Śmierciożercom. Kiedy miałem już zginąć z rąk jednego z nich, pojawiłaś się ty i go obezwładniłaś. Czułem jednak, że w każdej chwili mogę zginąć, więc chciałem przeprosić cię za to, ile krzywdy ci wyrządziłem. Nie miałem nawet nadziei na to, że mi wybaczysz, jednak ty po raz kolejny mnie wtedy zaskoczyłaś.- słowa wypływały z ust Dracona pod wpływem jej czekoladowych oczu, które z każdą chwilą wypełniały się coraz bardziej czułością i zrozumieniem.- Przepraszam, nie powinienem tyle gadać.- zaśmiał się chłodno i odwrócił wzrok. Dziewczyna jednak złapała go za rękę, sprawiając tym samym, że spojrzał na nią ze zdziwieniem.
-Kiedy walczyłam na jednym z korytarzy zaatakował mnie jeden z popleczników Voldemorta.- zaczęła opowiadać, a w jej oczach dostrzegł cierpienie.- Zaskoczył mnie i nie zauważyłam kiedy rzucił we mnie Avadą. Wtedy znikąd pojawił się Fred i odbił zaklęcie. Chciał zaatakować Śmierciożercę, ale ten był szybszy i znowu rzucił to samo zaklęcie... Tyle, że tym razem trafił. On zginął, chcąc mnie chronić. To przeze mnie zginął brat mojego ówczesnego chłopaka, a ja nie mogłam nic zrobić. Patrzyłam tylko przerażona, jak ten morderca wyciąga różdżkę w moją stronę i czekałam na śmierć. Nie mogłam się nawet ruszyć. Wiesz jak to jest pogodzić się z własną śmiercią i czekać na nią, nic nie robiąc?- zapytała ze łzami w oczach. On jednak nie był w stanie jej odpowiedzieć, choć doskonale wiedział jak to jest. Nie raz po torturach Czarnego Pana, który z nudów lubił zadawać ból, czekał z utęsknieniem na strumień zielonego światła. Dziewczyna jednak nie czekała na odpowiedź, bo zaraz zaczęła kontynuować swoją wypowiedź.- Wtedy właśnie pojawiłeś się ty, a ja myślałam, że to już na pewno koniec i nie ma dla mnie żadnego ratunku, ale ty na mnie nawet nie spojrzałeś tylko zacząłeś pojedynek ze Śmierciożercą. Dopiero gdy wytrącił ci z ręki różdżkę i chciał cię zabić, byłam w stanie ruszyć się z miejsca i go obezwładnić.- cisza, która zapadła w tym momencie w pokoju była prawie namacalna. Oboje patrzyli sobie w oczy łącząc obie historie w całość.- Uratowaliśmy siebie nawzajem, Draco.- powiedziała cicho Hermiona, chyba po raz pierwszy wypowiadając jego imię i przeniosła smutny wzrok na ich splecione dłonie.
Chłopak podążył za jej wzrokiem i w momencie, w którym myślała, że z obrzydzeniem wyrwie dłoń z jej uścisku, zacisnął mocniej swoje palce na jej szczupłej dłoni, uśmiechając się przy tym pokrzepiająco. Oboje byli w tej samej, beznadziejnej sytuacji. Na obojgu wojna odbiła swoje piętno, nie pozwalając im żyć normalnie. Oboje potrzebowali teraz siebie nawzajem, swojego towarzystwa, inaczej pochłonęłoby ich szaleństwo.
czwartek, 23 listopada 2017
Rozdział 1
Hermiona Granger siedziała w wolnym przedziale Hogwart Expressu i wpatrywała się w widok za oknem. Była jedną z wielu osób, które wojna bezpowrotnie odmieniła nie tylko wewnętrznie, ale i też zewnętrznie. Kiedyś uśmiechnięta dziewczyna z burzą loków na głowie i nosem w książkach gdzieś zniknęła, a zastąpiła ją kobieta o długich, kasztanowych włosach, które już nie sterczały na wszystkie strony, ale układały się na jej plecach pięknymi spiralami. Dziewczęca figura ustąpiła miejsca kobiecym kształtom, a kiedyś czekoladowe, pełne radości i zaciętości oczy wydawały się teraz puste.
Powolnym ruchem położyła nogi na siedzeniach w przedziale, który sama zajmowała. Harry i Ron zajęli się pracą w Ministerstwie i nie chcieli nawet słyszeć o powrocie do szkoły. Hermiona jako jedyna z ich trójki postanowiła ukończyć edukację. Była też jeszcze Ginny, z którą Hermiona od śmierci Freda nie potrafiła normalnie rozmawiać. Nie była to wina panny Weasley, która pogodziła się ze stratą i starała się żyć normalnie, ale chodziło właśnie o Hermionę, która była naocznym świadkiem śmierci jednego z bliźniaków, którego tak bardzo przypominała jej Ginny.
Panna Granger nie potrafiła, tak jak jej przyjaciele, nie myśleć o wojnie. Zbyt wiele zła widziała i doświadczyła, zbyt wiele wycierpiała. Odruchowo chwyciła dłonią lewe przedramię, na którym widniała nadal wyraźna blizna. "Ona nigdy nie zniknie, pomyślała, zawsze będzie mi przypominać o tym bólu."
Drzwi do przedziału otworzyły się z hukiem wyrywając ją z zamyślenia. Spojrzała na zdyszanego przybysza zmęczonym wzrokiem i zacisnęła szczękę. Schowany za zamkniętymi już drzwiami stał nie kto inny jak Draco Malfoy. On także wydoroślał. Urósł, nabrał mięśni, a jego włosy były teraz trochę dłuższe u góry, związane w kucyk z tyłu głowy i wygolone po bokach. Przyjrzała mu się z zaciekawieniem. Wyprzystojniał, to musiała przyznać. Jego chłopięce rysy twarzy gdzieś zniknęły i były teraz ostrzejsze. Oczy jednak pozostały takie same - stalowoszare niczym zbroja. Gdy miała już odwrócić wzrok i po prostu go zignorować, Draco nagle spojrzał jej w oczy i uśmiechnął się bezczelnie.
-Nie widziałaś mnie tu.- mruknął i rzucił na siebie zaklęcie kameleona.
"Zwariował", pomyślała Hermiona i pokręciła głową z dezaprobatą i już miała znowu pogrążyć się we własnych myślach, gdy do jej przedziału wparował kolejny "gość".
-Czy widziałaś... - Pansy Parkinson urwała wpół zdania, a w jej lekko skośnych oczach pojawiły się iskierki. Twarz mopsa wykrzywił pogardliwy uśmiech.- Szlama Granger. - warknęła patrząc na siedząca dziewczynę z wyższością.
-Dziwka Parkinson. - odpowiedziała chłodno Hermiona wpatrując się w okno, nie zaszczycając przybyszki nawet spojrzeniem.
Draco, który przyglądał się całej sytuacji, próbował nie ryknąć śmiechem, aby Parkinson nie dowiedziała się o miejscu jego pobytu.
Pansy stała oniemiała i z otwartymi szeroko oczami i ustami wpatrywała się w pannę Granger. Myślałam że gryfonka oburzy się, zacznie krzyczeć i robić afery, a ona tak po prostu jej odszczeknęła. Była w zbyt wielkim szoku, żeby cokolwiek powiedzieć, więc odwróciła się na pięcie i opuściła przedział, aby wrócić do poszukiwań Malfoy'a.
Blondyn zdjął z siebie zaklęcie, gdy uznał że czarnowłosa jest wystarczająco daleko i ryknął śmiechem.
-To było dobre, Granger.- powiedział, gdy w końcu się uspokoił i spojrzał na dziewczynę. Ona jednak nadal siedziała z nogami na siedzeniach i wzrokiem wlepionym w okno. Mógł jej się w końcu przyjrzeć.
Jej kobiece kształty były wyeksponowane przez dopasowane, ale nie wyzywające ubrania. Twarz miała ładnie opaloną i pozbawioną makijażu, nie licząc tuszu, który podkręcił i pogrubił jej rzęsy. Stała się piękna kobietą, to musiał przyznać.
- Będziesz tak stał i się na mnie gapił, czy może jednak usiądziesz?- zapytała Hermiona, która swój pusty wzrok przeniosła teraz na niego i zauważyła, że z głupim uśmiechem przygląda się jej długim, smukłym nogom, odsłoniętym przez sięgająca do połowy uda, czarną spódniczkę. Draco otrząsnął się jednak z transu i patrząc jej w oczy zajął miejsce naprzeciwko niej.- Odnoszę wrażenie, że niezbyt chcesz wracać do swojego przedziału.- mruknęła, wskazując ruchem głowy na drzwi, za którymi przed chwilą zniknęła Pansy.
- No cóż, powiedzmy, że nie bardzo się spieszę.- powiedział z uśmiechem. Gdyby nie to, że w trakcie wojny uratował jej życie i pod wpływem chwili przeprosił za swoje wieloletnie zachowanie, nie byłby w stanie z nią zamienić chociaż dwóch słów bez narażenia się na ponowne naruszenie swojego nosa.- Coś jej ostatnio odbiło i teraz nie odstępuje mnie na krok. Cały czas powtarza, że mnie kocha i wmawia mi, że ja czuję to samo.
Hermiona uśmiechnęła się lekko, ale w tym uśmiechu nie było choćby cienia wesołości.
- Coś o tym wiem.- powiedziała tylko i otworzyła okno, po czym wyjęła z kieszeni paczkę papierosów.- Palisz?- zapytała, wyciągając do chłopaka paczkę.
- Zdarza się.- odpowiedział i sięgnął po papierosa.
Palili w ciszy nie patrząc nawet na siebie nawzajem. Po wyrzuceniu niedopałków za okno, Draco jednym zwinnym ruchem je zamknął i, idąc w ślady Hermiony, popadł w zadumę. Trwali tak dopóki pociąg się nie zatrzymał i Malfoy nie odszedł do swojego przedziału, żeby wziąć swoje rzeczy.
~*~
Wielka Sala, tak jak i prawie cały Hogwart zostały niezmienione. Po bitwie wszyscy dołożyli wszelkich starań, aby doprowadzić budynek do dawnej świetności. Hermiona jednak nie mogła pozbyć się wspomnień i widoku ciał, które jeszcze kilka miesięcy temu leżały właśnie w tym pomieszczeniu.
Ceremonia Przydziału właśnie dobiegła końca, a dyrektor McGonagall zajęła miejsce przy mównicy przypominając, jak co roku, o zasadach panujących w szkole.
- Chciałabym także przedstawić wam nowych prefektów naczelnych, którymi w tym roku zostaną Draco Malfoy że Slytherinu...- Minerwa przerwała na chwilę, bo przy stole Domu Węża rozległy się brawa i głośne krzyki radości- oraz Hermiona Granger z Gryffindoru.- przy drugim stole również wybuchło niemałe zamieszanie.- W związku z objęciem przez was tak ważnego stanowiska, prosiłbym o pojawienie się w moim gabinecie zaraz po kolacji.
Kobieta zeszła z podestu i szybkim krokiem skierowała się do wyjścia z Wielkiej Sali. "Wygląda na zmęczoną", pomyślała Hermiona, żyjąc tosta i rozglądając się po sali. Nagle jej wzrok spotkał się z oczami siedzącego na wprost niej Ślizgona, który uśmiechnął się do niej delikatnie i uniósł w górę brew, jakby chciał zapytać, czy jest gotowa. Granger skinęła tylko głową i podniosła się w tym samym momencie co Draco, z którym szła już ramię w ramię od drzwi prowadzących do Wielkiej Sali aż do gabinetu McGonagall.
Powolnym ruchem położyła nogi na siedzeniach w przedziale, który sama zajmowała. Harry i Ron zajęli się pracą w Ministerstwie i nie chcieli nawet słyszeć o powrocie do szkoły. Hermiona jako jedyna z ich trójki postanowiła ukończyć edukację. Była też jeszcze Ginny, z którą Hermiona od śmierci Freda nie potrafiła normalnie rozmawiać. Nie była to wina panny Weasley, która pogodziła się ze stratą i starała się żyć normalnie, ale chodziło właśnie o Hermionę, która była naocznym świadkiem śmierci jednego z bliźniaków, którego tak bardzo przypominała jej Ginny.
Panna Granger nie potrafiła, tak jak jej przyjaciele, nie myśleć o wojnie. Zbyt wiele zła widziała i doświadczyła, zbyt wiele wycierpiała. Odruchowo chwyciła dłonią lewe przedramię, na którym widniała nadal wyraźna blizna. "Ona nigdy nie zniknie, pomyślała, zawsze będzie mi przypominać o tym bólu."
Drzwi do przedziału otworzyły się z hukiem wyrywając ją z zamyślenia. Spojrzała na zdyszanego przybysza zmęczonym wzrokiem i zacisnęła szczękę. Schowany za zamkniętymi już drzwiami stał nie kto inny jak Draco Malfoy. On także wydoroślał. Urósł, nabrał mięśni, a jego włosy były teraz trochę dłuższe u góry, związane w kucyk z tyłu głowy i wygolone po bokach. Przyjrzała mu się z zaciekawieniem. Wyprzystojniał, to musiała przyznać. Jego chłopięce rysy twarzy gdzieś zniknęły i były teraz ostrzejsze. Oczy jednak pozostały takie same - stalowoszare niczym zbroja. Gdy miała już odwrócić wzrok i po prostu go zignorować, Draco nagle spojrzał jej w oczy i uśmiechnął się bezczelnie.
-Nie widziałaś mnie tu.- mruknął i rzucił na siebie zaklęcie kameleona.
"Zwariował", pomyślała Hermiona i pokręciła głową z dezaprobatą i już miała znowu pogrążyć się we własnych myślach, gdy do jej przedziału wparował kolejny "gość".
-Czy widziałaś... - Pansy Parkinson urwała wpół zdania, a w jej lekko skośnych oczach pojawiły się iskierki. Twarz mopsa wykrzywił pogardliwy uśmiech.- Szlama Granger. - warknęła patrząc na siedząca dziewczynę z wyższością.
-Dziwka Parkinson. - odpowiedziała chłodno Hermiona wpatrując się w okno, nie zaszczycając przybyszki nawet spojrzeniem.
Draco, który przyglądał się całej sytuacji, próbował nie ryknąć śmiechem, aby Parkinson nie dowiedziała się o miejscu jego pobytu.
Pansy stała oniemiała i z otwartymi szeroko oczami i ustami wpatrywała się w pannę Granger. Myślałam że gryfonka oburzy się, zacznie krzyczeć i robić afery, a ona tak po prostu jej odszczeknęła. Była w zbyt wielkim szoku, żeby cokolwiek powiedzieć, więc odwróciła się na pięcie i opuściła przedział, aby wrócić do poszukiwań Malfoy'a.
Blondyn zdjął z siebie zaklęcie, gdy uznał że czarnowłosa jest wystarczająco daleko i ryknął śmiechem.
-To było dobre, Granger.- powiedział, gdy w końcu się uspokoił i spojrzał na dziewczynę. Ona jednak nadal siedziała z nogami na siedzeniach i wzrokiem wlepionym w okno. Mógł jej się w końcu przyjrzeć.
Jej kobiece kształty były wyeksponowane przez dopasowane, ale nie wyzywające ubrania. Twarz miała ładnie opaloną i pozbawioną makijażu, nie licząc tuszu, który podkręcił i pogrubił jej rzęsy. Stała się piękna kobietą, to musiał przyznać.
- Będziesz tak stał i się na mnie gapił, czy może jednak usiądziesz?- zapytała Hermiona, która swój pusty wzrok przeniosła teraz na niego i zauważyła, że z głupim uśmiechem przygląda się jej długim, smukłym nogom, odsłoniętym przez sięgająca do połowy uda, czarną spódniczkę. Draco otrząsnął się jednak z transu i patrząc jej w oczy zajął miejsce naprzeciwko niej.- Odnoszę wrażenie, że niezbyt chcesz wracać do swojego przedziału.- mruknęła, wskazując ruchem głowy na drzwi, za którymi przed chwilą zniknęła Pansy.
- No cóż, powiedzmy, że nie bardzo się spieszę.- powiedział z uśmiechem. Gdyby nie to, że w trakcie wojny uratował jej życie i pod wpływem chwili przeprosił za swoje wieloletnie zachowanie, nie byłby w stanie z nią zamienić chociaż dwóch słów bez narażenia się na ponowne naruszenie swojego nosa.- Coś jej ostatnio odbiło i teraz nie odstępuje mnie na krok. Cały czas powtarza, że mnie kocha i wmawia mi, że ja czuję to samo.
Hermiona uśmiechnęła się lekko, ale w tym uśmiechu nie było choćby cienia wesołości.
- Coś o tym wiem.- powiedziała tylko i otworzyła okno, po czym wyjęła z kieszeni paczkę papierosów.- Palisz?- zapytała, wyciągając do chłopaka paczkę.
- Zdarza się.- odpowiedział i sięgnął po papierosa.
Palili w ciszy nie patrząc nawet na siebie nawzajem. Po wyrzuceniu niedopałków za okno, Draco jednym zwinnym ruchem je zamknął i, idąc w ślady Hermiony, popadł w zadumę. Trwali tak dopóki pociąg się nie zatrzymał i Malfoy nie odszedł do swojego przedziału, żeby wziąć swoje rzeczy.
~*~
Wielka Sala, tak jak i prawie cały Hogwart zostały niezmienione. Po bitwie wszyscy dołożyli wszelkich starań, aby doprowadzić budynek do dawnej świetności. Hermiona jednak nie mogła pozbyć się wspomnień i widoku ciał, które jeszcze kilka miesięcy temu leżały właśnie w tym pomieszczeniu.
Ceremonia Przydziału właśnie dobiegła końca, a dyrektor McGonagall zajęła miejsce przy mównicy przypominając, jak co roku, o zasadach panujących w szkole.
- Chciałabym także przedstawić wam nowych prefektów naczelnych, którymi w tym roku zostaną Draco Malfoy że Slytherinu...- Minerwa przerwała na chwilę, bo przy stole Domu Węża rozległy się brawa i głośne krzyki radości- oraz Hermiona Granger z Gryffindoru.- przy drugim stole również wybuchło niemałe zamieszanie.- W związku z objęciem przez was tak ważnego stanowiska, prosiłbym o pojawienie się w moim gabinecie zaraz po kolacji.
Kobieta zeszła z podestu i szybkim krokiem skierowała się do wyjścia z Wielkiej Sali. "Wygląda na zmęczoną", pomyślała Hermiona, żyjąc tosta i rozglądając się po sali. Nagle jej wzrok spotkał się z oczami siedzącego na wprost niej Ślizgona, który uśmiechnął się do niej delikatnie i uniósł w górę brew, jakby chciał zapytać, czy jest gotowa. Granger skinęła tylko głową i podniosła się w tym samym momencie co Draco, z którym szła już ramię w ramię od drzwi prowadzących do Wielkiej Sali aż do gabinetu McGonagall.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)